Poniedziałek zaczął się u nas lalkowo - bajkowo, ale od początku.
Miałyśmy z Młodą iść tylko do sklepu i tylko po chipsy i papierosy- ot taka wyrodna mamuśka ze mnie dająca dziecku zły przykład. Mało że pali to jeszcze pozwala córce jeść te niezdrowe śmieciowe chipsy.
Całkiem po drodze, bo tuż obok sklepu mamy lumpa ( dla niewtajemniczonych - second hand).
No dobra ! Nie tak całkiem po drodze - bo jakieś 100 metrów dalej :)
Nadrobiłyśmy tej drogi ze ho ho , ale WARTO BYŁO !
SAMI ZOBACZCIE :


Zapewne wielu z Was nie widzi w tych "rupieciach nic ciekawego i wartościowego. Jeszcze kilka lat temu z całą pewnością bym się z Wami zgodziła i sama wywaliła bym te stwory na śmietnik. Tym czasem - mało że bym ich nie wywaliła - ba - ja je jeszcze kupiłam !
chociaż zabawki nie są moją dziedziną i kompletnie się na nich nie znam - te wyjątkowo przypadły mi do gustu. Dużo rzeczy kupuję "na wyczucie", tylko dlatego że są wyjątkowo
ŁADNE, INNE, DZIWNE,
a dopiero później okazuje się że upolowałam perłę, albo jak dzisiaj - kilka małych perełek.
po kolei:
Przedstawiam Wam bląd piękność.
Jest to lalka gumowa. Sygnowana. mierząca 30 cm.

nie zwracając uwagi na jej fryzurę - domniemam ze jakiś fryzjer doskonalił na niej swój warsztat - mam nadzieję ze nigdy nie trafie pod jego nożyczki - lala jest w stanie IDEALNYM.
ma przepiękne niebieskie oczka otoczone prawdziwymi rzęskami.

Pod tą nowoczesną fryzurą skrywa się taka sygnatura :

Kompletnie nic mi ona nie mówiła, ale od czego jest
WUJEK GOOGLE
i
WIELKI BRAT FACEBOOK !
Ta bląd piękność okazała się niemiecka lalką sygnowaną inicjałami HV - Hans Volk. Pochodzi z lat 6- 70 , więc idealnie mieści się w moich PRL-owskich ramach czasowych, tylko ze tych z za zachodniej granicy. Znalazłam takiego samego blondaska na e-bay
Ja za swojego golaska zapłaciłam .... 2 zł.
na eBayu ceny zaczynają się od 10 $
Kolejna lala to - tak naprawdę nie wiem czy to ON czy też ONA. nie sygnowany, nigdzie nie podpisany, brudny, brzydki a w dodatku siwy mulat. Nawet wzrostem nie grzeszy ma całe 25 cm !
.............a do tego te..........
KRZYWE NOGI

Na całe szczęście, chociaż za jego fryzurę żaden fryzjer się "nie brał".
Pomimo, że był No - name to i jego tożsamość udało się ustalić. Również tutaj z pomocą przyszedł Facebook i niesamowici ludzie, którzy wiedzą absolutnie wszystko. I tak po nitce do kłębka wyszło na jaw, że jeż nazywa się MECKI , jest pochodzenia germańskiego i "urodził się" w latach 60 - 70 .

Także jego braci bliźniaków udało mi się odnależć w czeluściach internetów.
całe szczęście nie takich gołodupców jak mój - tylko odświętnie wystrojonych

wychodzi na to, ze moje paskudne stworzenie wcale nie jest takie no - name , a w dodatku jego wartość to około 10$. Znów zwycięstwo - kupiłam go za całe... 2 zł.
Do całego towarzystwa dołączyła dzisiaj również małpka Monomachii .Z jej identyfikacja nie było najmniejszego problemu ponieważ jasno i wyraźnie widnieje na jej śliniaku napis firmy.
Monchichi jest malutki - mierzy 15 cm. ma lekko starty nosek, poza tym ma się świetnie. Do ideału brakuje mu tylko czerwonej kokardki, ale i z tym sobie poradziłyśmy. Moja Młoda pozyczyła mu swoja spinkę z Hallo Kitty - prawda że pasuje :)

To skąd i kiedy się dowiedziałam o istnieniu tych małpiszonów - zostawiam na inny wpis.
Sądziłam, że bedzie najmniej wartościowy z dzisiejszej gromadki. jakie było moje zaskoczenie .....
DOZNAŁAM SZOKU !
Sami zobaczcie...
Nasz kosztował............ 2 zł
Muszę się Wam do czegoś przyznać..............
Niby wydałam na zabawki dzisiaj 6 zł ....tak ?
- no TAK.
Jednak nie tak do końca. już Wam tlumaczę dlaczego.
Nadrabiając te 100 metrów drogi do lumpa - znalazłyśmy z Młodą 10 zł.
mało że lalki nas w zasadzie nic nie kosztowały - to jeszcze zostało 4 zł na paczkę równie niezdrowych jak chipsy żelków
.........................................
Buziaki Kochani
do następnego
Pe_er_elka







